Dzisiaj chciałabym porozmawiać o trudnych etapach, które mogą pojawić się w trakcie remontu i które zawsze warto znać.
Pierwszy moment, z którym się spotykamy, to moment, kiedy w danym wnętrzu mamy już zrealizowany stan deweloperski. Ściany są otynkowane, a wszystkie instalacje są wykonane. Wtedy wchodzimy z projektem i nagle okazuje się, że instalacje, szczególnie oświetlenie oraz podłączenie grzejników, wcale nie są w tych miejscach, w których byśmy chcieli. Oświetlenie często bywa zbyt małe i nie jest dobrze rozmieszczone. W takim stanie deweloperskim zazwyczaj mamy jedną lampę na środku pomieszczenia oraz ewentualnie jakiś kinkiet, co zdecydowanie jest niewystarczające. O tym będę jednak mówić w nadchodzącym odcinku o oświetleniu.
Jeśli stan deweloperski nie jest dostosowany do projektu lub osoby, dla której wnętrze jest przeznaczone, to jest to tylko minimum. Musimy cofnąć się o kilka kroków i zobaczyć mieszkanie w fazie wyburzenia, co jest niezbyt przyjemnym widokiem. Powstaje poczucie, że to, co zostało wcześniej zrobione, jest zmarnowane. Mimo to, jest to bardzo ważny etap. Bez niego nie zrealizujemy wnętrza, które będzie funkcjonalne i przyjemne. Naturalne jest, że wkurzamy się na początku, widząc, że ściany znów są kute i że trzeba stawiać nowe ścianki w innym miejscu. Czasami różnica odległości jest niewielka, ale wpływa to na całe wnętrze. Będziemy tam mieszkać przez lata, więc warto to wykonać, mimo że nie jest to przyjemne.
Kolejny trudny etap to taki, gdy budowa lub remont trwają już jakiś czas, ale końca nadal nie widać. Na przykład łazienka jest częściowo wyłożona płytkami, ale wciąż stoją maszyny do cięcia płytek, wszędzie jest brudno, a na ścianach są resztki kleju. To moment, gdy budowa jest „brudna” i „mokra”, i czekamy na moment, kiedy można będzie posprzątać i będzie czysto. To też czas, który trzeba po prostu przetrwać.
Następny trudny etap to ten, w którym już jest sucho na budowie, jest przyjemniej, a meblarze i stolarze zaczynają pracować. Ściany i podłogi są już zrobione, a wnętrze zaczyna przypominać dom. Ale stolarze montują meble w taki sposób, że najpierw przywożą wszystkie paczki i montują korpusy. Dopiero gdy wszystko stoi, zaczynają poziomować i wyrównywać meble. Gdy jesteśmy na budowie i paczki stoją wszędzie, a wszystko jest krzywe, to też jest dość trudny czas. Musimy zaufać stolarzom, którzy wiedzą, co robią, i potrafią uzupełnić meble o różne rozwiązania wyrównujące krzywizny sufitów i inne nierówności. Czasem warto ten etap odpuścić i przyjechać, gdy prace są bardziej zaawansowane, bo klienci nie lubią tego etapu.
Ostatni trudny etap to całkowite zakończenie projektu. Wnętrze ma jeszcze gdzieniegdzie wiszące kable bez lamp lub brakuje tych magicznych listew przypodłogowych. Listwy te można położyć dopiero, gdy mamy wszystkie meble na wymiar, ponieważ za nimi nie ma potrzeby ich stosować. W takim przypadku najlepiej, żeby wykonawca podłogi przyjechał na koniec, pomierzył to i zamontował listwy. Często sami sobie z tym nie radzimy, ponieważ wydaje się to drobną sprawą, ale jest trudne do wykonania. Zawsze sugeruję, by zakończenie realizować w taki sposób, aby kończyć pomieszczeniami. Na przykład, gdy wiemy, że w całym wnętrzu są jeszcze brakujące lampy, warto skupić się na łazience i dokończyć tylko ją „na tip top”, łącznie z dodatkami, takimi jak uchwyt na papier, szczotka toaletowa czy nowe ręczniki. Kolejne pomieszczenia robimy w miarę naszych możliwości.
Wszystkie elementy, które zakończą to wnętrze, są ważne. Gdy mamy poczucie, że jeden etap został zakończony, łatwiej jest przetrwać momenty, w których całe mieszkanie ma miejsca nietknięte i „świecące” kablami. To tworzy niefajną atmosferę i poczucie, że to nigdy się nie skończy.
Wracając do momentu przejściowego, często pojawia się sytuacja, kiedy w realizacji projektu pojawia się pierwszy mebel lub schody. To jest czas, kiedy wnętrze, które było wcześniej bardzo przestronne, zaczyna się kurczyć. Klienci wpadają wtedy w popłoch i strach, czy schody nie są za duże, czy nie wyglądają topornie lub czy nie wychodzą za daleko w stronę salonu. To naturalne, ponieważ przyzwyczajamy się do pustej przestrzeni, a każdy nowy element, który się pojawia, budzi kontrowersje i niepewność. Trzeba się oswoić z tym, że wnętrze będzie się zmniejszać, gdy pojawią się meble.
Dobrym przykładem jest wysokość stołu. Gdy podchodzimy do stołu bez krzeseł, może nas zaskoczyć, jak niski się wydaje. Kiedy mamy krzesła, stół wydaje się wyższy. Kilkakrotnie zdarzyło mi się, że klienci byli zaskoczeni, że stół sprawia wrażenie niskiego. To dlatego, że nie przyzwyczajamy się do stołu bez krzeseł. Często też, gdy pojawia się nowy element wyposażenia, jak lampa, klosz może wydawać się za duży, za mały, zbyt błyszczący lub zbyt matowy. Należy jednak pamiętać, że wnętrze to całość. Pojedyncze elementy mogą nie pasować, ale gdy wszystko zostanie wstawione, całość będzie wyglądać dobrze.
Na koniec, jeśli miałabym dać jakąś radę, to warto inwestować w kluczowe elementy dla danego wnętrza. Na przykład, jeśli mamy lampy nad stołem, które tworzą to wnętrze, są unikatowe i dobrze dobrane, to warto je kupić, nawet jeśli są trochę droższe. Jeśli są w miarę przystępne i nie przekraczają naszego budżetu, namawiam do ich zakupu. Później, po roku, możemy mieć możliwość uzupełnienia wnętrza o różne inne rzeczy, ale tych lamp już nie kupimy, ponieważ zdecydowaliśmy się na tańsze.
Czasami klienci kupują bardzo drogie dodatki, które już nie zmienią wnętrza, bo to lampy miały nadać mu charakter. Często zdarza się, że poszukują drogich uchwytów na papier, poduszek, koców czy wazonów, co nie ma sensu. Przykładem mogą być szczotki do WC za 600 zł, które można kupić w IKEI za 15 zł. Mamy bazę, paletę, z której możemy wybierać, a zmiany możemy wprowadzać tylko wtedy, gdy chcemy zmienić całkowicie charakter wnętrza.
Na etapie kończenia warto pomyśleć o takich rzeczach jak ściereczki do naczyń, myjki, kapcie i inne przedmioty codziennego użytku, które również budują wnętrze. Fajnie, gdy wtapiają się w kolor podłogi (kapcie) lub zlewozmywaka (myjka). Jeśli kupimy rzeczy w fluorescencyjnych kolorach, będą one krzyczeć, przyciągając całą uwagę. Dlatego to, co kupimy na koniec, ma znaczenie.
Warto pamiętać o ustawieniu światła, reflektorów i wyborze odpowiednich żarówek o dobrej barwie światła, które budują konkretny nastrój. Do wieczornej atmosfety wybieramy cieplejszą barwę oświetlenia, do pracy natomiast nieco zimniejszą, neutralną.
Podczas remontu jednak najważniejszy jest spokój, dzięki niemu po wszystkim będziemy mogli cieszyć się naszym wymarzonym wnętrzem.
Anna Bartman - Z WNĘTRZA / +48 535 444 124